piątek, 29 maja 2015

Spady po Stradomskim blokują etaty.


Wciąż zaskakujące są informacje napływające z Urzędu Miasta. Zapewne takich niewygodnych faktów z życia Stradomskiego i Cimrowej wciąż będzie przybywać, a ostatnim takim tematem jest sprawa opisana w jednym z lokalnych dzienników na temat mistrza kierownika M. Nowaka. Miro jak to Miro ustawił się po wyborach, ale dzięki temu, że Stradomski go zatrudnił teraz mając pseudo stanowisko bierze pieniądze za spokojne siedzenie sobie bez obowiązków kierowniczych. Wciąż nie rozstrzygnięta zostaje kwestia E. Szumary z Centrum Kultury, bowiem ten pan już 6 miesięcy „choruje na wysokie ciśnienie”, popijając pewnie kawkę z uśmiechem na twarzy. Jeszcze niedawno były podobne problemy z innym współpracownikiem byłego burmistrza czyli z jego zastępcą, która też odeszła z sowitą odprawą i ekwiwalentem za urlop. Za takie niedopilnowanie spraw obecny burmistrz powinien wyciągnąć w końcu konsekwencje wobec kadrowej urzędu, bo to z jej niekompetencji my podatnicy płacimy za jej błędy i unikanie pracy przez spadów byłego układu. Polecamy artykuł który bliżej przedstawia tematykę kierownika bez gabinetu.

Jest kierownikiem z kierowniczą pensją. Tylko że nie ma kim rządzić.  

Mirosław Nowak (po prawej) jest radnym powiatu wadowickiego. Koledzy z rady nie dali go zwolnić. Przeciwko zwolnieniu zagłosowała też radna powiatu i była burmistrz Wadowic Ewa Filipiak (po lewej) (© Robert Szkutnik) Mirosław Nowak przyznaje, że nie bardzo zna się na robocie na tymczasowym stanowisku pracy. 




Jednak nie przeszkadza mu to brać pieniędzy tak samo dużych jak na stołku kierownika. Czy można za pracę otrzymywać wynagrodzenie godne kierownika referatu, nie pełniąc kierowniczej funkcji? Można. Tak jest w Urzędzie Miasta w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie Mirosław Nowak, który nie ma już czym rządzić, bo jego referat połączono z innym - nadal otrzymuje wynagrodzenie kierownika. I nie ma takiej siły, która mogłaby go pozbawić nie tylko stanowiska i pensji, ale nawet kierowniczego dodatku. reklama A dzieje się tak dlatego, bo Mirosław Nowak nie tylko jest pracownikiem magistratu, ale także jest radnym powiatu wado- wickiego. Na wszelkie zmiany w umowie o pracę, a tym bardziej na zwolnienie go z pracy wymagana jest zgoda rady powiatu. - To jest jak immunitet. Radny jest chroniony po to, żeby żaden pracodawca na nim się nie mścił za to, jeśli głosowałby na przekór swojemu pracodawcy. I to jest rozwiązanie słuszne - mówi Jerzy Sikora, radny powiatowy. Ze złotej rączki kierownik Mieszkańcy gminy Andrychów znali Nowaka z tego, że naprawiał sprzęt rtv. Jego kariera polityczna zaczęła się w 2002 r. gdy z komitetu Sprawiedliwość i Rodzina został radnym powiatu. Wkrótce został wicestarostą i żył sobie jak pączek w maśle do marca 2009 r., kiedy to stracił stanowisko. W międzyczasie ukończył studia z ochrony środowiska. Ponownie noga powinęła mu się w wyborach samorządowych z 2010 r. W wyborach na burmistrza Andrychowa uzyskał najgorszy wynik wśród sześciu kandydatów, zajmując ostatnie miejsce. Nowak nie dostał się wówczas także do rady powiatu z list Platformy Obywatelskiej. W tym czasie w Kalwarii Zebrzydowskiej wybory na burmistrza wygrał Zbigniew Stradomski z Prawa i Sprawiedliwości. Postanowił w kwietniu 2011 r. zatrudnić pozbawionego apanaży fachowca. - Burmistrz Stradomski specjalnie dla Nowaka utworzył nowy wydział - Referat Gospodarki Komunalnej - mówi Zofia Jończyk ze Stowarzyszenia Dolina Cedronu, które patrzy kalwaryjskiej władzy na ręce. Twierdzi, że na swym stanowisku Nowak nie bardzo się sprawdził i było na niego złożonych sporo skarg mieszkańców gminy. Pensję płacić trzeba W ubiegłorocznych wyborach samorządowych na stołek burmistrza Kalwarii powrócił Augustyn Ormanty. Nie spodobały mu się porządki wprowadzone przez poprzednika i postanowił połączyć dwa referaty w jeden organizm. W ten sposób powstał Referat Gospodarki Komunalnej i Inwestycji. Jego kierownikiem nie został jednak Nowak. - To była najzwyklejsza w świecie reorganizacja pracy urzędu - zapewnia Ormanty. Ponieważ jednak Nowak piastuje mandat radnego, burmistrz zwrócił się do rady powiatu o zgodę na dokonanie zmian w urzędzie. Chciał, by Nowak był szeregowym pracownikiem. Pod koniec marca radni głosami koalicji PiS z PSL obronili Nowaka. W podjętej uchwale tak uzasadnili swoją decyzję: "Rada powiatu uznała, że po złożeniu radnemu proponowanego przez pracodawcę wypowiedzenia nastąpi istotna zmiana warunków pracy i płacy, która pociągnie za sobą utratę stanowiska kierowniczego oraz obniżenie wynagrodzenia skutkujące pogorszeniem sytuacji materialnej radnego" - napisano. Na razie na trzy miesiące (bo na tyle tylko może) burmistrz oddelegował Nowaka na stanowisko inspektora w nowo utworzonym referacie. Nowak ma pozostawioną dawną kierowniczą pensję wynoszącą około 4800 zł, dodatek do niej i o wiele mniej obowiązków. - Siedzę w tym samym pokoju przy tym samym biurku - mówi Mirosław Nowak. Szczerze przyznaje, że nie ma wiele pracy. Nadal uważa, że jest kierownikiem, bo według prawa faktycznie nim jest. Teraz burmistrz radzi się prawników, co zrobić. Pod koniec czerwca będzie musiał przywrócić Nowaka na stare stanowisko, ale nie ma już referatu. Po co ustawodawca wprowadził takie regulacje tłumaczy Artur Słowik, z-ca dyr. Wydziału Prawnego i Nadzoru Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Zasadniczą ratio legis omawianej regulacji jest potrzeba zapewnienia radnemu swobodnego oraz możliwie skutecznego wykonywania mandatu. Ochroną objęte jest więc prawidłowe funkcjonowanie rady: gminy, powiatu i sejmiku. Wiadomo, że sprawowanie mandatu radnego wiąże się z koniecznością poświęcania czasu na pracę w organach gminy, ale także z wyrażaniem własnych poglądów na temat funkcjonowania społeczności lokalnej oraz podejmowaniem - czasem niepopularnych - decyzji. Pracodawca może ulec pokusie, by nakłaniać np. pracownika radnego do działania zgodnego ze swoim interesem. Może też pojawić się po prostu niechęć do pracownika radnego z uwagi na jego poglądy, ujawniane w ramach sprawowania mandatu. Normy ustanawiające ochronę stosunku pracy radnego mają go m.in.przed tym chronić. A jak to jest w praktyce? Dzieje się i tak, że koledzy radni uniemożliwiają nawet przekształcenia w jakiejś jednostce samorządu. Ta obrona warunków płacy radnego nieraz jest irracjonalna. Znam przypadek, że sąd przywrócił do pracy ordynatora oddziału, mimo że już dawno nie było tego oddziału. I to z poprzednim wynagrodzeniem. Zdarza się też, że radni nadużywają w pracy alkoholu, a mimo to koledzy ich bronią. 

Więcej na stronie :

Data dodania: 2015-05-17 Robert Szkutnik 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz